CZĘĆ PIERWSZA SAGI O SAPKOWSKIM
KTO 20 LAT TEMU BY UWIERZYŁ, ŻE SERIA GIER KOMPUTEROWYCH OPARTYCH NA WIEDŹMIŃSKIEJ SADZE ANDRZEJA SAPKOWSKIEGO ZAWOJUJE ŚWIAT?
NA PEWNO NIE SAPKOWSKI...
Znany z barwnego charakteru i kontrowersyjnych wypowiedzi, odnoszący światowe sukcesy polski pisarz fantasy, Andrzej Sapkowski (Bądź "Adres Sapkauski" jak przezywają go Amerykanie) pozwał CD Project Red o 16 milionów dolarów odszkodowania za
rzekomo należące mu się tantiemy od zysków z gier opartych na cyklu przygód Wiedźmina jego autorstwa.
W latach 90 Andrzej Sapkowski sprzedał prawa do gier opartych na jego dziełach za łączną sumę 35 tysięcy Nowych Polskich Złotych. Prawa te znajdują się obecnie w posiadaniu Firmy CD Project, którą odnosząca
sukcesy seria gier o przygodach Wiedźmina wyniosła na szczyty światowej sławy. Cykl gier sprzedał się w łącznym nakładzie ponad 10 milionów egzemplarzy. Wartość firmy jest obecnie szacowana na 2 miliardy dolarów (więcej
niż KGHM). Wieść gminna głosi, że wpływy podatków odprowadzane przez CD Project Red do budżetu państwa przewyższają te, które płacą zagraniczni giganci telekomunikacji.
Art. 44 ustawy o prawie autorskim ma mówić, że autor może domagać się renegocjacji umowy, jeśli dysproporcja miedzy zyskami z własności intelektualnej a jego udziałem w tych dochodach jest rażąca.
Podobno za PRL, polscy muzycy podpisywali z Polskimi Nagraniami kontrakty o przekazaniu praw autorskich na wieki wieków za jednorazową zapłatę i teraz nie otrzymują żadnych tantiem od zysków ze swoich utworów z tamtego kresu. Bo pomimo, iż ustrój się zmienił, a autorzy mają dzisiaj wybór, z kim oraz jaki kontrakt chcą podpisać, stare umowy pozostają w mocy. Tutaj taki przepis chyba miałby zastosowanie.
Jednak ten artykuł wydaje mi się dosyć dziwny. Uważam, że to
dobrze, iż zwykli śmiertelnicy są chronieni przed podstępami prawników
wielkich, mrocznych korporacji, którzy za pomocą jakiegoś kruczka
prawnego ukrytego w umowie, mogliby nas wykolegować z naszej
własności intelektualnej na zawsze.
Z drugiej jednak strony, umowa, nawet jeśli któraś ze stron uważa ją
za niekorzystną, powinna być przestrzegana. Pacta sunt servanda. Na
tym polega idea umowy.
Jeżeli
bowiem zapisy umowy nie są wiążące, lecz decyduje o tym jakieś
arbitralne poczucie proporcji i gdyby teraz CD Project Red, dla świętego spokoju, zgodził się
na retcon swojej umowy z Sapkowskim odpalając mu procent z zysków, Sapkowski i jego prawnicy, mogą znowu powiedzieć, sorry Winnetou, dysproporcja
nadal jest naszym zdaniem rażąca! I zażądać jeszcze więcej... .
Nic
nie wskazuje na to, żeby ktokolwiek Sapkowskiego oszukał. Nie
wyłudzono od niego praw za bezcen aby zbić na nich fortunę.
Proponowano mu tantiemy, ale on ich nie chciał. Zażądał całej gotówki
teraz. Zaraz. Natychmiast! NIKT nie był w stanie przewidzieć rozmiarów
przyszłego sukcesu serii gier, a 35 tysięcy złotych za prawa do gier komputerowych opartych na dziele literackim w latach 90 w Polsce, to była kupa forsy.
Pikanterii
całej sprawie dodaje fakt, że Sapkowski twierdzi iż sprzedał
jedynie prawa do gry Wiedźmin z 1997 roku, która nigdy nie
powstała. Nie zaś do całej serii, i wszystkich produktów
zależnych licencjonowanych obecnie przez CD Project Red.
Zobaczymy jak sprawa się potoczy.
(Może
ja powinien zażądać odszkodowania za to, że nie kupiłem
bitcoinów w 2011 roku :)?)
P.S. Powyższy komiks nie jest mój i nie roszczę sobie do niego żadnych praw (Na razie! ;))
#Wiedźmin #Sapkowski #CD Projekt #Witcher #Witcehr 2 #Witcher 3 #Wieża Błaznów# Wiedźmin 2 #Wiedźmin 3 #Andrzej Sapkowski #Witcher Humor

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz